Wyjechaliśmy z Bolesławca o 8.20. Niestety, w Legnicy musieliśmy się przesiadać, bo było ciasno. We Wrocławiu poszliśmy na autobus do "Go Jump".
Na początek musieliśmy kupić sobie skarpetki z podgumowaniem, następnie podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna poszła do strefy przygody, druga- na trampoliny. Ja byłam w grupie pierwszej, czyli w strefie przygody. Po godzinie zmieniliśmy się i poszliśmy na trampoliny. Spędziliśmy tu dużo czasu. Po wyjściu z parku pojechaliśmy tramwajem na Rynek, na warsztaty lizakowe. Pani kazała nam wytrzeć ręce, potem oglądaliśmy jak robi się lizaki. A wyglądało to tak: najpierw pani wylała karmel na blat. Zabezpieczając karmel, dała wokół niego 4 metalowe pasy, czekała aż będzie można wlać na połowę karmelu barwnik. Później podzieliła to na trzy kawałki i zaczęła przekładać karmel. Z czerwonego zaczął robić się różowy, a z żółtego biały, dlatego że traciły temperaturę. Potem robiła z nich paski i układała je na zmianę, a następnie to zrolowała. Dalej oderwała pasek i zwinęła karmel w ślimaka i włożyła patyczek do lizaka i go trochę ręką spłaszczyła. My tylko zawijaliśmy karmel, wkładaliśmy patyczek i zgniataliśmy lizaka. Na koniec mogliśmy kupić sobie słodycze.
Po wyjściu z warsztatów umówiliśmy się, że pójdziemy coś zjeść na wrocławskim Rynku. Grupa, w której byłam ja miała iść do KFC. Niestety, nie znaleźliśmy go i poszliśmy do Pizza Hut. Niektórzy wzięli frytki, niektóry sałatki , a inni pizzę.
Stamtąd poszliśmy pieszo na dworzec. Po drodze wstąpiliśmy na lody. Wybrałam sobie arbuzowe z prawdziwymi pestkami. Pociąg tym razem był większy i mogliśmy spokojnie do niego wsiąść. Kiedy wróciliśmy do Bolesławca , udaliśmy się do domów.
Podobała mi się ta wycieczka. Chciałabym tam jeszcze wrócić.
Julia Mickiewicz klasa III